Dzieci na imprezach rodzinnych

W minioną sobotę odbyły się 90-te urodziny babci. Zostało zorganizowane fantastyczne przyjęcie z tańcami dla całej rodziny. No i stanęłam z mężem przed dylematem: zabierać dzieci na imprezę rodzinną czy nie. Nasze pociechy mają 1 i 10 miesiecy oraz 2 miesiące (karmię wyłącznie piersią) i do końca nie wiedzieliśmy co zrobić. Z jeden strony długa i głośna impreza, z drugiej zostawić dzieci dla nich z obcą osobą (cała rodzina na przyjęciu). Wybraliśmy pierwszą opcję. I szczerze, nie żałuję! Starsza, Anna wśród tańczących gości odnalazła się fantastycznie! Cały czas super się bawiła w towarzystwie starszego o 11 lat kuzyna (my mieliśmy trochę spokoju, a on nie narzekał) Natomiast Madzia, jak to Madzia spała i jadła. Nic jej nie przeszkadzało. Mimo tego, że ja nie wybawiłam się jakoś nadzwyczajnie, no i musieliśmy wrócić ok 22;00, to spędziłam czas w miłej atmosferze, z całą rodziną bez zamartwiania się, co moje Pociechy robią, czy śpią, co zjadły…
To tyle odnośnie spokoju, teraz druga kwestia. Wydaje mi się ( przypominam, nie jestem żadnym psychologiem, to tylko moje spostrzeżenia, doświadczenia i opinie), że warto zabierać dzieci na różne wydarzenia, spotkania, czy nawet wyjścia do banku. Wtedy dzieci uczą się już od najmniejszego jak zachowywać się w miejscach publicznych oraz poznają nowych ludzi. Sama mam bardzo miłe wspomnienia, gdy wszędzie jeździłam z rodzicami. I fakt, że czasami było to dla mnie nudne i siedziałam naburmuszona, ale dzięki temu sporo się nauczyłam, zwłaszcza o moich rodzicach.
Ale, co jest również ważne, to fakt, że każde dziecko ma inny temperament. Jedne są mniej wrażliwe, inne bardziej. Każdy rodzic wie, na ile może zmienić rytuał i środowisko swojego dziecka aby nadal czuło się bezpieczne. Moje córki mają bardzo szeroką tolerancję na zmiany, więc mogę sobie pozwolić na takie eksperymenty.
Starszą córką 2 miesiąca jej życia zabierałam wszędzie: do banku, do księgowej, na szkolenia, na spotkania i na imprezy. To teraz owocuje: łatwiej się aklimatyzuje w obcych miejscach, potrafi być grzeczna, gdy gdzieś czekamy itp. cze jest idealnie? Pewnie, że NIE, przecież ma niespełna dwa lata, ale cały czas trenujemy. Teraz z dwójką jest trochę trudniej, bo moja uwaga się rozprasza, a Anna zaczyna coraz bardziej walczyć o swoje zdanie. Mam jednak nadzieję, że dalej idąc tą samą drogą wszystko się dobrze ułoży i  ta sama strategia sprawdzi się z drugim dzieckiem.
No i na koniec wypada się przyznać. Czasami z takich wyjazdów wracam zmęczona i spocona. Trwają one też nieco dłużej, ale myślę, że wszyscy przy tym uczymy się siebie.
Czy zabiorę dzieci na wesele? Jeśli wiem, że nie będzie animacji dla dzieci, pokoju hotelowego w miejscu wesela to nie. Dlaczego? Tutaj chyba pojawia się moje wygodnictwo i nie będę tego jakoś logicznie tłumaczyć. Po prostu czasami rodzice muszą pobawić się sami i wyluzować. Dzieciakom taka przerwa od czasu do czasu także dobrze zrobi.
Podsumowując, jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Każda skrajność jest zła. Najważniejsze to podjąć decyzję w zgodzie ze sobą.
A Wy? Zabieracie dzieci ze sobą, czy raczej unikacie wspólnych wyjść?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *